Kochane, nieszczęścia chodzą parami...
Oprócz kłopotów, o których Wam pisałam doszedł kolejny, aktualny. Cholernie realny.
Straciłam pracę.
Od stycznia oficjalnie jestem bezrobotna.
W tej chwili jestem jeszcze w stanie niedowierzania (bomba spadła we wtorek), ale na myśl o dobijaniu się do kierowników firm, wciskaniu swojego CV z mizernym efektem, rejestracji w UP, który do tej pory był dla mnie mitologicznym przybytkiem dla "ludzi przegranych", robi mi się słabo.

Jestem w rozsypce.
Daję sobie czas do końca roku.
Wrócę (obiecuję, że wrócę!) w 2014. Nowy Rok, nowy start, nowe życie, prawda? Oby tylko wpisała się w to też "nowa praca".
Nadal będę Was odwiedzać i dopingować.
Całusy i do zobaczenia w Nowym Roku!
oj współczuje;-/ oby co się skończyło stało się dla Ciebie początkiem dobrego nowego ;-)
OdpowiedzUsuńwłaśnie! nowy rok - czas na zmiany :) więc może dobrze, że tak się stało? powodzenia!
OdpowiedzUsuńkochana, nie ma co się poddawać! na pewno dasz radę znaleźć jakąś nową pracę i w dodatku pogodzisz to wszystko i wrócisz do nas szybciutko :) trzymaj się, powodzenia!
OdpowiedzUsuńNever give up! Pamiętaj Millie! :) Trzymam kciuki. ;*
OdpowiedzUsuń