Czy macie czasem uczucie, że "coś was bierze"? Ja od kilku dni mam wrażenie że zaraz zachoruję (w nosie kręci, w gardle drapie i głowa jakoś dziwnie boli). Biorę wówczas zapobiegawczo ibuprofen i przechodzi, żeby uderzyć następnego dnia. Dzisiaj to uczucie nasiliło się, więc zastosowałam silniejszą artylerię:
| reklama Coldrexu, ale w kubeczku jest Theraflu;) |
Wracając do weekendu, to jak zwykle pojawiły się pokusy wystawiające moją silną wolę na próbę...
1. Czwartek: spotkanie rodzinne. Pełna zapału trzymam się dzielnie, do czasu aż ciocia wnosi 12 rodzajów ciast z cukierni z prośbą, żeby pomóc jej wybrać kilka na wesele. Toż to sabotaż jak się patrzy! Odmowa degustacji niemożliwa. Pocieszam się że kawałki były wielkości kciuka.
2. Piątek na plus: ćwiczenia są, kilkugodzinny rajd po sklepach zaliczony. Deser w Grycanie za 9,90 niestety też... Ale w zamian brak podwieczorku i kolacji.
3. Sobota: istne szaleństwo. Wyjazd nad jezioro tylko po to żeby rzucić bagaże i ruszyć na 4-godzinny spływ kajakowy, po którym nadal bolą mnie ramiona. Potem grill (grzecznie zjadłam same warzywa, pierś z kurczaka i jednego draża kokosowego z Biedronki), i szał ciał w aqua parku. Jestem z siebie bardzo dumna - zazwyczaj ze względu na posturę unikam miejsc w których przez dłuższy okres czasu trzeba pokazywać ciało w stroju kąpielowym. A tu odważyłam się i niespodziewanie dobrze się bawiłam. Tylko ci ratownicy taksujący wzrokiem każdą młodą kobietę... Potem nocleg w przyczepie (witaj przygodo, witajcie komary!).
4. Niedziela: kościół, ognisko (kiełbasa śląska z ogniska być musiała - ale wytopiłam z niej tyle ile się dało), rajd z powrotem do domu na wieczór panieński koleżanki w spa. Wieczorem posiadówka w jej mieszkaniu i tu ze wstydem przyznaję że popłynęłam - 2 kawałki pizzy, koreczki z serem, muffin i ciacho czekoladowe.
A od dziś wracam do normalności. Chyba że przeziębienie popsuje mi szyki...









